A zatem zamierzam zwiedzić sobie Wiedeń w ekspresowym tempie. Bez marudnego towarzystwa, które czasem się zdarza, bez dylematów gdzie zjeść obiad, bez obaw, że trzeba co chwilę szukać łazienki, bez tandetnych pamiątek, itp. To prawda, że nie zrobię sobie w tym czasie selfie na rollercoasterze w słynnym wesołym miasteczku w Praterze. Że nie przybiję piątki z ołowianą łapką Mozarta. Że nie chapnę pralniki. So what…
Zabawne, że dokładnie w tym samym czasie kiedy ja będę zapoznawać się z wiedeńskim brukiem, część moich biegowych znajomych będzie pucować warszawskie jezdnie w Orlen Maratonie.
Absolutnie nie ironizuję, że bieg we własnym mieście jest mniej pociągający. Dla mnie niesamowitym doświadczeniem była możliwość biegnięcia środkiem moich ukochanych ulic i na pewno powtórzę to niebawem.
Zjednoczeni w celu, będziemy korespondencyjnie rywalizować. Czy w Wiedniu, czy w Warszawie – wrażenia są zawsze niepowtarzalne.
Tak naprawdę nie chodzi o to, że nie lubię szlajać się po obcym mieście w spacerowym tempie. Ale udział w takim wydarzeniu, pozwala mi doświadczyć nowe miejsce w zupełnie inny sposób. Zwykle nikt mi nie bije braw, tylko dlatego, że poruszam się po jego mieście. A w tym wypadku jest inaczej. Polecam. Bardzo! Janek Roman.
