Runturystyka

Na Wiedeń!
Na Wiedeń!
No i nadszedł weekend, na który długo czekałem. Chyba od końca września zeszłego roku, kiedy tylko ukończyłem maraton na swoim podwórku. Zaraz po przekroczeniu mety planowałem już kolejny start, czując lekki niedosyt z uzyskanego czasu, chociaż poprawiłem go o ładnych parę minut. Ale zawsze chce się więcej. Dlatego właśnie wyruszyłem w drogę. Tym razem do Wiednia. Dlaczego tam? Bo wiedeński maraton płaski (łatwiej pobić rekord). Bo umówiłem się tam ze swoimi przyjaciółmi, Basią i Mikołajem, którzy na maraton przylecą z Londynu. Bo byłem w tym mieście dawno temu i niewiele pamiętam. Bo tak.

Wiedeński bieg to jeden z największych maratonów europejskich, pobiegnie w nim około 40 tysięcy osób. Znaczna część uczestników, to obcokrajowcy. Właśnie ze względu na przyjezdnych, większość miejskich maratonów wytyczona jest możliwie najpiękniejszą trasą. Wszystko po to, aby przyjezdnych rozkochać w mieście, a tych którzy obserwują poczynania najlepszych biegaczy w telewizji, rozmarzyć możliwie najpiękniejszymi kadrami. 42km głównymi alejami, nadrzecznymi bulwarami, mostami, parkami, obok najpiękniejszych obiektów – uczta dla wrażliwych na miejskie uroki estetów!

A zatem zamierzam zwiedzić sobie Wiedeń w ekspresowym tempie. Bez marudnego towarzystwa, które czasem się zdarza, bez dylematów gdzie zjeść obiad, bez obaw, że trzeba co chwilę szukać łazienki, bez tandetnych pamiątek, itp. To prawda, że nie zrobię sobie w tym czasie selfie na rollercoasterze w słynnym wesołym miasteczku w Praterze. Że nie przybiję piątki z ołowianą łapką Mozarta. Że nie chapnę pralniki. So what…

Zabawne, że dokładnie w tym samym czasie kiedy ja będę zapoznawać się z wiedeńskim brukiem, część moich biegowych znajomych będzie pucować warszawskie jezdnie w Orlen Maratonie.

Absolutnie nie ironizuję, że bieg we własnym mieście jest mniej pociągający. Dla mnie niesamowitym doświadczeniem była możliwość biegnięcia środkiem moich ukochanych ulic i na pewno powtórzę to niebawem.

Zjednoczeni w celu, będziemy korespondencyjnie rywalizować. Czy w Wiedniu, czy w Warszawie – wrażenia są zawsze niepowtarzalne.

Tak naprawdę nie chodzi o to, że nie lubię szlajać się po obcym mieście w spacerowym tempie. Ale udział w takim wydarzeniu, pozwala mi doświadczyć nowe miejsce w zupełnie inny sposób. Zwykle nikt mi nie bije braw, tylko dlatego, że poruszam się po jego mieście. A w tym wypadku jest inaczej. Polecam. Bardzo! Janek Roman.
Trwa ładowanie komentarzy...