Wszystko przeszkadza. Absolutnie wszystko!

sprawdzone starocie czy niepewne nówki? I tak będzie źle...
sprawdzone starocie czy niepewne nówki? I tak będzie źle...
Przez 20km jesteś normalnym człowiekiem. Na kolejnych 10km pojawiają się drobne zaburzenia. Ostatnie 12km i 195m to już istna seria natręctw. Uwaga, uwaga, biegną wariaci!

W trakcie długotrwałego biegu przeszkadza absolutnie wszystko.
Im dalej, im dłużej, tym gorzej z psychiką. Niezależnie od tego czy roztrwoniłeś okres przygotowawczy na wódeczce na Nowym Świecie czy zrywałeś się bladym świtem, aby wykonać plan treningowy i tak wpadniesz w trakcie takiego biegu w psychiczny dołek. Prędzej czy później.

Widzę to po sobie. Doświadczenie dwóch pokonanych maratonów i wymiana uwag z innymi równie doświadczonymi śmiałkami, skłania mnie do formułowania nieśmiałych teorii w tym temacie.

W moim wypadku, pierwsze 20km jest prawdziwą niczym nieskrępowaną radością. Żadnych bieżących zmartwień i trosk, wszystko jest piękne. Co kilometr informacja z aplikacji. Co kilka kilometrów stacje gdzie poją i karmią - bardzo proszę, tu woda, tu Powerade, a tam banany - bierz co chcesz i ile chcesz.
Jednak po 20km pojawiają się takie malutkie, ledwo zauważalne objawy...

"Niesforny kosmyk włosów opada na czoło...a poprawię".
"Wydaje mi się, czy lewy but faktycznie jakby odrobinę obciera?"
"Coś zimno, na pewno dobrze zrobiłem, że wybrałem krótki rękawek??"
"Zaraz wodopój – co wziąć, wodę czy Powerade???”

Problemy zaczynają eskalować. A od 30km zaczynają przeradzać się w istne natręctwa od których nie sposób uwolnić się aż do samej mety.

"Cholera, włosy opadają na czoło, zaraz dostanę szału!"
"Nie da się dalej biec w takich butach! Ociera lewy i prawy!"
"Debil, jak mogłem się tak lekko ubrać!!"
"Woda czy Powerade - aaa, nie wieeeeeeeeeeem...!!!"

Każdy biegacz na pewno zidentyfikuje swoje prywatne rozterki, ale nie daj dobry biegowy Boże, aby znalazł w nich pretekst do zwolnienia, albo wręcz przerwania biegu. Jeśli zatem będziecie w bliższej albo dalszej przyszłości mierzyć się z długim dystansem, życzę Wam abyście jak najpóźniej zwariowali, a w chwilach takiego nieuniknionego szaleństwa, byli w stanie przemóc owe zaburzenia.

Mam nadzieję, że zrozumiecie teraz moją głupawą zagwozdkę, która dla mnie urasta do miana krytycznego dylematu. Wybrać na niedzielny maraton niedawno zakupione 'cytrynki', które niestety wydają się odrobinkę za duże, czy postawić na sprawdzone, jednak potężnie styrane, straszące dziurami, niebieskie wariaty? Źle dopasowane, zbyt zniszczone - którekolwiek wybiorę i tak po 30km się zacznie.
Trwa ładowanie komentarzy...