• Lekcja pokory. Chcesz wyników? To biegaj, głupcze!

    Nie ma cwaniaka na maraton. Każdemu się w końcu oberwie. Mniej lub bardziej. Ja w ten weekend oberwałem w Wiedniu bardziej. Prawdę mówiąc, po 30 km walczyłem tylko o przetrwanie. Żeby nie stanąć nawet na chwilę. Może to głupie, ale uważam, iż jeśli kiedykolwiek w trakcie biegu przystanę, to skończy się dla mnie sens mojego biegania. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Runturystyka

    No i nadszedł weekend, na który długo czekałem. Chyba od końca września zeszłego roku, kiedy tylko ukończyłem maraton na swoim podwórku. Zaraz po przekroczeniu mety planowałem już kolejny start, czując lekki niedosyt z uzyskanego czasu, chociaż poprawiłem go o ładnych parę minut. Ale zawsze chce się więcej. Dlatego właśnie wyruszyłem w drogę. Tym razem do Wiednia. Dlaczego tam? Bo wiedeński maraton płaski (łatwiej pobić rekord). Bo umówiłem się tam ze swoimi przyjaciółmi, Basią i Mikołajem, którzy na maraton przylecą z Londynu. Bo byłem w tym mieście dawno temu i niewiele pamiętam. Bo tak. CZYTAJ WIĘCEJ
  • Wszystko przeszkadza. Absolutnie wszystko!

    Przez 20km jesteś normalnym człowiekiem. Na kolejnych 10km pojawiają się drobne zaburzenia. Ostatnie 12km i 195m to już istna seria natręctw. Uwaga, uwaga, biegną wariaci! CZYTAJ WIĘCEJ
  • Bez Niej nie biegam

    Buenos Aires, ulice zupełnie puste, jest niedzielny poranek. Miasto budzi się bardzo leniwie, mi poszło z tym tylko trochę lepiej. Mimo bardzo wczesnej pory słońce jest już całkiem wysoko i ulice skąpane są w promieniach słonecznych. Wymarzone warunki na przebieżkę po obcym mieście. Czy może być piękniej? CZYTAJ WIĘCEJ
  • Życie towarzyskie i uczuciowe, a bieganie

    Chwilę po opublikowaniu mojego pierwszego wpisu, przeczytałem go raz jeszcze, tym z razem z większym dystansem i pomyślałem sobie, że popełniłem już na starcie samobójstwo, bo nie będę miał o czym pisać... CZYTAJ WIĘCEJ
  • Po co biegam?

    Przecież to koszmarnie nudny sport. Bardziej nudne jest chyba tylko przemierzanie kolejnych długości zatłoczonego basenu w czepku i obcisłych slipkach. Wcale nie chcę przekonywać, że bieganie oferuje momenty uniesień, porównywalne na przykład do chwil, które przeżywa surfer, kiedy złapie falę. Bieganie nie oferuje też poczucia przynależności do tak atrakcyjnej subkultury jaką jest subkultura surfujących na desce. Skąd te porównania do surfingu? Bo właśnie jestem w Maroko, nad wybrzeżem Atlantyku i łapię nową zajawkę. Deski na dach samochodu, podróżowanie od spotu do spotu, szukanie fali, wszystko w pełnym słońcu. I ta cała otoczka – sprzęt, gadżety, shiny happy people…cholera, rewelacja. CZYTAJ WIĘCEJ